Zwodnicze słońce za oknem nieźle nas dziś zrobiło w balona. Poranny rytuał spacerowo-zakupowy został zaburzony koniecznością rychłego powrotu do domu po kurtki. Dziecko się, co prawda, nieco opierało- mrucząc coś, że mu ciepło, ale nie dałam za wygraną - targana co chwilę przez iście arktyczny powiew wiatru.