Wstałam w dobrym humorze. Bardzo dobrym. Ostatnie kilka dni obfitowało w zdecydowanie pozytywne emocje. Wizyta Rodziców. Rodzinne spotkania. Zakup nowego łóżka dla Papasiątka. Łóżeczka, w którym zakochałam się nie na żarty. Które daje okazję do urządzenia mikroprzemeblowanka w naszych wypełnionych do granic możliwości dwóch pokojach!!!! Sama zainteresowana jest zachwycona. Zachwycona! Wypiłam kawę. Dokonując, przy okazji, całkiem miłych podsumowań. Układając w głowie plan udekorowania ściany w sypialni. Poszukując smaków dzisiejszego obiadu. Planując drzemkowe czytanie ksiązki sprezentowanej przez mamę. Aż tu nagle- nie wiem jak, nie wiem skąd (Siup! Bam! Bęc! Ryms! Trrrach!) przywędrował na moją kanapę humor pt.: wszystko mnie wkurza. Zatopiłyśmy się w nim i wytarzałyśmy porządnie z Lenonem.. W duecie iście wybuchowym. Po powrocie z pracy dołączył mąż. Dobrze, że w okolicach wieczornych oddalił się w nieznanym kierunku. Humor, nie mąż. Wszyscy żyjemy. Lenon śpi w swoim ulubionym łóżku. My pijemy piwo. Bywają i takie dni. Całe szczęście rzadko. tfu, tfu!
