Obserwuję tę swoją córę znad porannej kawy. Jednym okiem, bo to taki dzień, kiedy mi się powieki nie chcą poodklejać jedna od drugiej. Staję się przy okazji zdeklarowaną natywistką. Patrzę i myślę: wykapany tatuś. Nie usiedzi toto długo w jednym miejscu. A żarty się obojga wyjątkowo trzymają. Już sobie wyobrażam te psikusy, które mi będą robić, jak mała podrośnie. Strach się bać. Córce humor się wyostrza z dnia na dzień.
Ogląda bajkę, jak gdyby nigdy nic, po chwili wypala:- Popatrz, mama! Sowa! Zupełnie jak ty.
- Jak ja? A co ja mam podobnego do sowy?-pytam zdziwiona.
- Jak to co? Sierść - oznajmia i śmieje się w głos.
No, wykapany tatuś.


