
Jak to się zaczęło? Od kopniaka z zewnątrz. (Pozwólcie, że obejdę się bez zbędnych wyjaśnień.) Potem nastąpił mały bunt. W duchu. Złość po 2 skrzynkach "przerobionych" na przecier pomidorów wyparowała w niewiadomy sposób. A maszyna, jak to maszyna, w pędzie zaczęła przerabiać wszystko, co jej tylko wpadło w ręce. Dzięki Bogu, materiał się skończył. Inaczej by mnie mąż oddał na gwarancję. I pewnie halę na spiżarnię trzeba by było wynająć.

ja jestem przetworowa (żeby nie powiedzieć kuchenna) noga :) gdy moja przyjaciółka powiedziała, że narobiła przetworów na cztery lata i nie wie, co ona z nimi zrobi... no to ja tylko się ucieszyłam ;D
OdpowiedzUsuńja przyznaję się bez bicia, że raczkuję w tym temacie...częściej jestem ciągnięta za uszy do pomocy (yhm), ale jak już mnie najdzie ochota na "przetwarzanie" dla siebie to raczej dla przyjemności i nigdy hurtowo:)
Usuń