
Pierwszy raz zrobiłam je samodzielnie w ubiegłym roku. Wcześniej tęsknie spoglądałam w ich kierunku w każdym markecie. Kuszą już samym wyglądem, prawda? Jak ktoś nie lubi na ostro, jest rozwiązanie. Kazać zjeść mężowi, a potem używać pozostałej w słoiczku, cudnie aromatycznej oliwy do smażenia, sałatek i makaronu.
Przepisów na faszerowane papryczki internet skrywa tysiące. Ja korzystam z takiego, także znalezionego w sieci:
- Papryki myjemy, odkrawamy górę i czyścimy z pestek (najlepiej w gumowych rękawiczkach).
- Wkładamy papryki na trochę do piekarnika i grillujemy w 200 stopniach (tak, żeby nie zwęglić koncówek).
- Kroimy fetę i wypychamy nią paprykę
- Układamy w wyparzonych słoikach, zalewamy oliwą z oliwek (lub olejem), tak, żeby zostawić miejsce od góry w słoikach, jednak pamiętając, że papryki muszą być całe zanurzone w oliwie
- Można po zalaniu poczekać, nawet całą dobę, aż z oliwy wylecą bąbelki powietrza i, ewnetualnie, trochę dolać.
- Zakręcone słoiki wstawiamy do rozgrzanego do 150 stopni piekarnika na łączny czas ok. 20-25 minut (po ok. 10 minutach zmniejszamy temperaturę do 120 stopni).
- Zostawiamy słoiki w gorącym piekarniku do wystygnięcia.
Zjadam je oczami (degustacyjnie jestem całkowicie wyłączona z życia, ledwo przełykam herbatę). Bardzo atrakcyjne, mogłabym pójść z tymi słoikami do łóżka
OdpowiedzUsuńMyślę, że degustacja mogłaby wręcz Ci w tym gardłowym problemie ulżyć, rozgrzewają nieźle! współczuję kalekiego kompana życiowego:D
UsuńChcesz mi zaserwować pierwszą w życiu zgagę? Poczekam na lepsze czasy i wrócę po inspirację słoikową
Usuńzgaga po moich papryczkach? zniewaga! sama jesteś zgaga:D
Usuńjami, jami! :) nie odmówiłabym! :)
OdpowiedzUsuńmusza byc pyszne!!!
OdpowiedzUsuń