Jest kilka. Osławiony kalendarz. Poupychane po kątach drobiazgi, przekazane przez "Świętego". Biedronowe poduchy w norweskim stylu. Pierniki. Okupione nerwami w strzępach. Bo z ciasta zrobił się kamień nie do roztrzaskania . Bo o rozwałkowaniu to nawet nie było co gadać. Brzydkie, omączone. Do poprawki. Za to w nowej, długo poszukiwanej, stylowej puszce. Karp w zamrażarce. Złowiony przez męża. Konfitura dyniowo-pomarańczowa. Jako podarek dla bliskich. W świątecznie wystylizowanych kubrakach. Choinki brak, już drugi rok z rzędu. Bo tak:) Bo święta wyjazdowe. A chcielibyśmy żywą. Więc ubierzemy u babci.
Niedługo zwiastunów przybędzie.
Cieszymy się, bardzo:)