wtorek, 1 lipca 2014

luuudzie!

W h&m kapelusze po dysze! 10 zł (słownie: dziesięć zetów)!




poniedziałek, 30 czerwca 2014

Lucy's spy day

 Na fali blogowego powrotu z zaświatów wstępujemy na szpiegowskie harce do Lucy. Spajdejowo wspominam dziś z Lenonem Dzień Dziecka. Z powodu koszmarnej pogody 1 czerwca, coroczny piknik na Wysokiej, organizowany przez wychowawców z przedszkola waldorfskiego Ziarenko odbył się 8ego. Lenusiakowe przedszkole zasługuje na zupełnie odrębny, długi i pełen zachwytów post i z pewnością się go niedługo doczeka, bo i fot przedszkolnych mamy mnóstwo. Trochę o klimacie tego miejsca powie Wam już sama lokalizacja piknikowego spotkania- Dwór na Wysokiej. To był magiczny czas. Warto było urwać się z pracy, by tam pobyć (a studentom i tak nawet przez moment nie zrobiło się szkoda!). Wśród atrakcji znalazły się: trawa do leżenia i bosego biegania, skoczne trampoliny, domek na bardzo wysokim drzewie, wspólne zabawy małych i dużych, lody i balony uciekające w chmury. W końcu nie potrzebowaliśmy niczego więcej. Dowiedzieliśmy się przy okazji, że opiekun tego cudownego miejsca użycza go chętnym letnikom na wypoczynek w zamian za drobną odpłatność. Z pewnością zapragniemy jeszcze kiedyś tam wrócić, by wyprać negatywne emocje albo zapomnieć o miejskim bałaganie.

niedziela, 22 czerwca 2014

nasz czerwiec

Dał możliwość oddechu pełną piersią. Dzięki satysfakcji i poczuciu spełnionego obowiązku. Spotkaniu ze wspaniałymi osobami. Bliskości bliskich. Słońcu. Zrywanym kwiatom i plecionym wiankom. Czerwiec był i wciąż jest fajny. Wart jest zapisania w tym miejscu. W kadrach, które mają znaczenie.


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Światło! światło dookoła nas!


 Zupełnie niespodziewanie. Mamy choinkę! Dostaliśmy. W wersji mini. Radość z niej wcale nie jest mini. I dla nas i dla "króferów", które po długim odpoczynku bryknęły na gałązki w szaleńczym pędzie. A jak pachnie!

sobota, 14 grudnia 2013

Zwiastuny

Jest kilka. Osławiony kalendarz. Poupychane po kątach drobiazgi, przekazane przez "Świętego". Biedronowe poduchy w norweskim stylu. Pierniki. Okupione nerwami w strzępach. Bo z ciasta zrobił się kamień nie do roztrzaskania . Bo o rozwałkowaniu to nawet nie było co gadać. Brzydkie, omączone. Do poprawki. Za to w nowej, długo poszukiwanej, stylowej puszce. Karp w zamrażarce. Złowiony przez męża. Konfitura dyniowo-pomarańczowa. Jako podarek dla bliskich. W świątecznie wystylizowanych kubrakach. Choinki brak, już drugi rok z rzędu. Bo tak:) Bo święta wyjazdowe. A chcielibyśmy żywą. Więc ubierzemy u babci.
Niedługo zwiastunów przybędzie.
Cieszymy się, bardzo:)

niedziela, 1 grudnia 2013

Szał

Dziś rano rozpoczął się szał. Co najlepsze, potrwa do świąt! Wraz z nim niecierpliwe odliczanie. Odkurzony, ubiegłoroczny kalendarz adwentowy zawisł na ścianie. W nim podarki małe i duże, tona książek, słodkości i świątecznych aktywności. Tak, dokładnie, ubiegłoroczny. I nie chodzi wcale o to, że leniwej matce nie chciało się robić nowego. Chciałabym, żeby jego pojawianie się, w niezmienionej formie, także stało się naszą tradycją.
Poniżej, nasze prezentowe typy. Lenusiak nie próżnuje, opowiada dookoła, o czym marzy. Marketing ma niezły. Trzeba przyznać, że typuje mikołajowych pomocników bezbłędnie! Tylko o tym nieszczęsnym "byciu grzeczną trzeba jej bez przerwy przypominać.

wtorek, 26 listopada 2013

spajdej 2

Melduję się w szpiegowskim szeregu. Tym razem, w miarę, o czasie. Na tapecie- 25.11.2013. Nudny jak flaki z olejem. Szczerze.

Nie mam weny do fantazyjnych wstępów. Wraz ze zniknięciem naturalnego oświetlenia w ciągu dnia straciłam odrobinę werwy. Nie oznacza to, że siedzę zupełnie bezczynnie. Robię tyle, co zwykle, jednak gadam mniej, bo w monologi wkrada się smęcenie...smęcenia nie lubię..."po co mi tooo". Niezmiennie rano wyglądam tak:


7:00

poniedziałek, 11 listopada 2013

Tydzień w kratkę

Pogoda w kratkę. My w kratkę. Taki to był tydzień.




piątek, 1 listopada 2013

lepiej późno niż wcale- spajdej! EDIT

Już myślałam, że nie dam rady! ale się spięłam! Lusesita, by mi się chyba śnić zaczęła w innym wypadku:)


Przy okazji zbierania materiałów, zdałam sobie sprawę, ile czasu spędzam w komunikacji miejskiej, tudzież na przystankach. KOSZMAR! W zasadzie większość zdjęć powinno prezentować specyficzną i barwną brać pasażerską, jednak skupia się na głównej,  nie mniej kolorowej towarzyszce mojej codzienności. Zdjęcia zamieszczam bez opisów, puśćcie wodze fantazji, jak rasowi podglądacze. Uzupełnię opisy jutro, zobaczymy, kogo NOS nie zawiedzie. (uzupełniam po-pojutrze...nikt nie zauważył, prawda?)

piątek, 18 października 2013

Żeby nie było...

Żyjemy. Pędzimy. W międzyczasie podjęliśmy kilka ważnych decyzji. Wprowadziliśmy kilka zmian. Szczegóły wkrótce. Jak złapię oddech!

niedziela, 29 września 2013

A wiecie?



Po primo. Jesteśmy mistrzami w strącaniu kasztanów. Miszczuniami. Następnym razem bierzemy profesjonalny sprzęt w postaci koszyka, żeby łupy udźwignąć, bo pustych kieszeni brakowało, a mamina przepastna torebka pękała w szwach.

wtorek, 24 września 2013

Panna "NIE!"

Dźwięk słowa "NIE" towarzyszy mi każdego dnia. Zdecydowane "NIE", rozpaczliwe "NIE", zawadiackie "NIE", wszystkie jego odcienie. "NIE, NIE, NIE i jeszcze raz NIE!"- najczęściej.

-Chcesz herbatki?
-NIE! Chcę kakao.
- Proszę kakao!
- Bez pianki? NIE wypiję!

poniedziałek, 23 września 2013

Master, master of PRZETWORS.

Ruszyła maszyna. W roli maszyny MUA. Przetwórstwo owocowo-warzywne. Specjalność pomidorowo-paprykowa. 

czwartek, 19 września 2013

Koronacja.


Sama sobie zadaję pytanie, dlaczego tak późno. Księżniczkę w domu mam przecież od dawna. Nie ważne. Ważne, że już po koronacji. Błyskawicznej i radosnej. Od razu uprzedzam też pytania. Tak, próbowałam zrobić zdjęcie Księżniczki w koronie. Tańce i podskoki uniemożliwiały złapanie ostrości. Nie miałam cierpliwości.

wtorek, 17 września 2013

Czas.

Czas leci, wiecie?

W parku też.
Szczególnie na drzewach. 






wtorek, 10 września 2013

red hot chilli peppers!



Pierwszy raz zrobiłam je samodzielnie w ubiegłym roku. Wcześniej tęsknie spoglądałam w ich kierunku w każdym markecie. Kuszą już samym wyglądem, prawda? Jak ktoś nie lubi na ostro, jest rozwiązanie. Kazać zjeść mężowi, a potem używać pozostałej w słoiczku, cudnie aromatycznej oliwy do smażenia, sałatek i makaronu. 

poniedziałek, 9 września 2013

hej, są tam jakieś łasuchy?

Zgodzicie się, że próbująca się nieco przedwcześnie rozpanoszyć jesień sprzyja łasuchowaniu, prawda? Wierzę, że nie jestem tu odosobnionym przypadkiem. Tak się składa, że do tegoż łasuchowania jestem poniekąd zmuszona przez okoliczności :) Na przełomie sierpnia i września obchodzę kolejno urodziny Lenona, a potem Szanownego Małżonka.  Hitem urodzin Lenona okazał się sernik znaleziony u White Plate . Chałwowy. I co z tego, że chałwa jest tłusta?! Wierzcie mi, jest doskonały. Kto ma w nosie dietę, niech czyta i piecze. Reszta niech zadowoli się zdjęciem, o!


środa, 4 września 2013

Zośka

To chyba był TEN czas. Lenusiak miewał różne lalki. Miał też wózek. Wózek, częściej niż do spacerów, wykorzystywany był do wszelakich usług transportowych, bywał windą dla kota Paska (vel. Miaucziego),  częściej leżał do góry kołami niż "zwyczajnie" jeździł. Żadna lala, z kolei, nie była w stanie przepędzić z wózka, jak też i z serca Leny, wspomnianego kociaka. Zośce się udało. Zośka, która zamieszkała z nami w dniu trzecich urodzin szanownej córy, ma za sobą nawet pierwszą przejażdżkę tramwajem. Gościówa. 



P.S. Jak się domyślacie, po napisaniu wczorajszego posta i kilku głębszych...oddechach, wrzesień zaczął wyglądać bardziej (o zgrozo!) różowo.

wtorek, 3 września 2013

O wrześniu.

Bo wrzesień, zgodnie z oczekiwaniami, nie przyniósł nam nic. Tylko rozmowy: "Mamo, dlacego ja nie idę do psedskola?" "Podoba mi się ten nas psedskol, wies? Chciałabym tam chodzić" "Córeczko, w Krakowie mieszka bardzo, bardzo dużo dzieci, wszystkie chcą iść do przedszkola. Jest bardzo dużo chętnych, dlatego trzeba dłużej poczekać" "Wsyscy chcą iść do tego psedskola, co ja? To niech idą do innego." Rozmowy toczone codziennie. Być może, w efekcie codziennie słyszanych pytań od znajomych osób "czy już idzie", "czy chce iść", "dlaczego nie idzie".  A mi się robi smutno. Etap buntu na system mam już za sobą. Przyszła kolej na jakiś dziwny smutek. Może to od tego czekania. Znużenia czekaniem. A może podgryza mnie poczucie winy, że to przez moje naukowe ideały nie może być mowy o prywatnym przedszkolu? Może to za wcześnie, żeby już trzeciego przesądzać, jaki będzie, ale na razie to mi się ten wrzesień wcale nie podoba.